Święta Martyna z Rzymu
-
Wspomnienie: 30 stycznia
-
Patron: Rzymu, matek karmiących
-
Atrybuty: palma męczeństwa, lilia, kleszcze, lew, ucięta głowa
-
Beatyfikacja: kult starożytny, ożywiony w 1634 roku po odnalezieniu relikwii
Niezwykła historia Świętej Martyny
Historia Kościoła pełna jest postaci, które mimo młodego wieku i delikatnej powierzchowności, wykazały się tytaniczną siłą ducha. Święta Martyna, rzymska dziewica, której wspomnienie obchodzimy 30 stycznia, jest jednym z najjaskrawszych przykładów takiej postawy. Jej życiorys świętej Martyny to opowieść o bogactwie, które stało się narzędziem miłosierdzia, oraz o wierze, która kruszyła pogańskie świątynie.
Urodzona w III wieku w Rzymie, Martyna wywodziła się ze znakomitego rodu. Jej ojciec był konsulem, co zapewniało rodzinie prestiż i ogromny majątek. Jednak śmierć rodziców, gdy Martyna była jeszcze bardzo młoda, stała się punktem zwrotnym w jej życiu. Zamiast pławić się w luksusach, młoda arystokratka, wychowana w duchu chrześcijańskim, podjęła radykalną decyzję. Rozdała cały odziedziczony majątek ubogim i potrzebującym, wybierając skromne życie poświęcone służbie Bogu i bliźnim jako diakonisa.
Czasy, w których żyła, były jednak wyjątkowo niebezpieczne dla wyznawców Chrystusa. Panowanie cesarza Aleksandra Sewera (choć sam cesarz bywał tolerancyjny, jego urzędnicy byli bezwzględni) przyniosło falę represji. Jako znana w mieście osobistość, męczennica z Rzymu szybko zwróciła na siebie uwagę prefektów. Zażądano od niej publicznego wyrzeczenia się wiary i złożenia ofiary w świątyni Apolla.
Legenda opisuje ten moment jako cudowną interwencję niebios. Gdy Martyna stanęła przed posągiem bożka, zamiast złożyć ofiarę, uczyniła znak krzyża i zaczęła się modlić. Wówczas potężne trzęsienie ziemi wstrząsnęło świątynią, a posąg Apolla rozpadł się w pył, grzebiąc pod gruzami kapłanów pogańskich. To wydarzenie, zamiast nawrócić prześladowców, wprawiło ich w furię. Rozpoczęła się seria okrutnych tortur, które miały złamać ducha dziewicy.
Martyna była biczowana, szarpana żelaznymi hakami (stąd atrybuty świętej Martyny takie jak kleszcze) i polewana wrzącym tłuszczem. Według przekazów, w trakcie tortur z jej ran zamiast krwi wypływało mleko, a wokół niej unosił się zapach niebiańskich kwiatów. W akcie desperacji oprawcy rzucili ją na pożarcie dzikim zwierzętom w amfiteatrze. Jednak wygłodniały lew, zamiast ją zaatakować, pokornie położył się u jej stóp i zaczął lizać jej ręce. Ten cudowny obraz stał się jednym z najtrwalszych symboli w ikonografii świętej.
Ostatecznie, widząc nieskuteczność tortur i obawiając się wpływu jej postawy na lud rzymski, sędziowie skazali ją na ścięcie mieczem. Wyrok wykonano około roku 226 lub 235. Jej śmierć stała się posiewem dla nowych chrześcijan, a prześladowania chrześcijan w tym przypadku przyniosły efekt odwrotny do zamierzonego – wzmocniły wspólnotę.
Przez wieki jej kult przygasł, aż do roku 1634, kiedy to podczas prac w pobliżu Forum Romanum odkryto jej zapomniany grób. Papież Urban VIII, poruszony tym znaleziskiem, ogłosił ją jedną z patronek Rzymu, ułożył hymny brewiarzowe ku jej czci i zlecił budowę wspaniałego kościoła Santi Luca e Martina, który do dziś jest perłą baroku.

