Święty Brunon z Kwerfurtu – Drugi Apostoł Polski i Niezłomny Misjonarz
-
Wspomnienie: 12 lipca
-
Patron: Diecezji łomżyńskiej, Warmii, Podlasia, zakonu kamedułów oraz ludzi podróżujących, misjonarzy i dyplomatów.
- Atrybuty: Szaty biskupie lub biały habit kamedulski, pastorał, palma męczeńska, ucięta głowa leżąca u jego stóp, rydwan lub wóz (odniesienie do transportu ciał męczenników).
- Kanonizacja: Wpisany do Martyrologium Rzymskiego tuż po śmierci (XI wiek) przez papieża – jego kult od czasów średniowiecza rozwijał się nieprzerwanie, co stanowi tzw. kanonizację równoważną.
Losy drugiego arcybiskupa misyjnego: Jak niemiecki graf stał się bliskim przyjacielem Bolesława Chrobrego
Historia chrystianizacji Europy Środkowo-Wschodniej pełna jest postaci o niezwykłej odwadze i determinacji. Jedną z najbardziej fascynujących, a zarazem nieco zapomnianych osób z tego okresu jest Święty Brunon z Kwerfurtu. Choć urodził się w sercu niemieckiej Saksonii około 974 roku jako potomek znamienitego i bogatego rodu grafów, jego serce i przeznaczenie mocno splotły się z narodami słowiańskimi. Cały życiorys świętego Brunona to gotowy scenariusz na porywającą opowieść o porzuceniu luksusów cesarskiego dworu dla surowego życia mnicha i niebezpiecznej pracy na pogańskich krańcach ówczesnego świata.
Młody Brunon odebrał staranne wykształcenie w słynnej szkole katedralnej w Magdeburgu. Co ciekawe, uczył się w tym samym miejscu, co zamordowany później w Prusach święty Wojciech. Bystry i elokwentny chłopak szybko trafił na dwór samego cesarza Ottona III, stając się jego zaufanym kapelanem i przyjacielem. Przed Brunonem otwierała się wielka kariera polityczna i kościelna, jednak los zdecydował inaczej. Kiedy w 997 roku do Rzymu dotarła wstrząsająca wieść o męczeństwie biskupa Wojciecha, młody kapelan poczuł, że to właśnie na niego spada obowiązek kontynuowania tego wielkiego dzieła. Pod wpływem głębokiego natchnienia opuścił dwór cesarski, przywdział skromny habit i wstąpił do surowego zakonu kamedułów, ucząc się tam pokory i bezwzględnego oddania Bogu.
Pragnienie niesienia Ewangelii poganom było jednak silniejsze niż chęć spędzenia życia w cichej, klasztornej celi. Brunon przyjął w Rzymie sakrę biskupią i jako arcybiskup misyjny wyruszył na wschód. Początkowo jego celem były Węgry, jednak prawdziwe schronienie i wielkie wsparcie znalazł w Polsce. Na swoich ziemiach z ogromnymi honorami przyjął go ówczesny polski władca, Bolesław Chrobry. Podobnie jak w historii św. Wojciecha, warto pamiętać o ważnym szczególe: Chrobry gościł Brunona jako potężny książę, ponieważ na swoją oficjalną koronację królewską musiał czekać aż do 1025 roku. Książę Bolesław dostrzegł w mądrym i odważnym biskupie idealnego sprzymierzeńca. To właśnie z terytorium ówczesnej Polski wyruszyła zorganizowana przez Brunona, wielka misja chrystianizacyjna. Misjonarz najpierw udał się do groźnych plemion Pieczyngów, gdzie udało mu się doprowadzić do zawarcia pokoju i chrztu tamtejszych ziem.
Najtrudniejsze zadanie miało jednak dopiero nadejść. W 1009 roku Brunon wraz z osiemnastoma wiernymi towarzyszami wyruszył na pogranicze Rusi i Litwy, na ziemie zamieszkiwane przez pogańskich Jaćwingów. Brunon z pełną łagodnością, ale i stanowczością próbował tłumaczyć tamtejszym władcom zasady nowej wiary. Niestety, lokalny pogański książę uznał działania przybyszów za zagrożenie dla swojej władzy i tradycji. W efekcie, w lutym lub marcu 1009 roku, Brunona oraz całą jego drużynę spotkała okrutna męczeńska śmierć. Biskup został ścięty, a jego towarzyszy powieszono.
Gdy wieść o tragedii dotarła do Polski, książę Bolesław Chrobry natychmiast podjął negocjacje z poganami i – wzorem wcześniejszych wydarzeń z Wojciechem – wykupił ciała męczenników za ogromną ilość złota, sprowadzając je z powrotem do kraju. Ofiara Brunona pomogła umocnić pozycję Polski jako chrześcijańskiego bastionu w oczach zachodniej Europy. Do dziś w sztuce sakralnej możemy podziwiać, jak malarze i rzeźbiarze uwieczniają tę postać, a charakterystyczne atrybuty świętego, takie jak palma w dłoni czy odcięta głowa, przypominają o cenie, jaką zapłacił za wierność swoim ideałom.

