Święty Józef Cafasso – Miłosierny Spowiednik i Opiekun Skazanych
-
Wspomnienie: 23 czerwca
-
Patron: Więźniów, osób skazanych na śmierć, kapelanów więziennych, spowiedników oraz całego personelu więziennego.
- Atrybuty: Krucyfiks trzymany w dłoni (narzędzie niesienia nadziei skazanym), stuła (symbol sakramentu pokuty i pojednania), kajdany lub zerwane łańcuchy, wizerunek Matki Bożej Pocieszycielki.
- Kanonizacja: 22 czerwca 1947, Rzym – ogłoszona przez papieża Piusa XII.
Życiorys świętego Józefa Cafasso: Przyjaciel marginesu społecznego i mistrz duchowy XIX wieku
Święty Józef Cafasso przyszedł na świat w 1811 roku w Castelnuovo d’Asti na północy Włoch, w tej samej małej miejscowości, w której zaledwie kilka lat później urodził się inny wielki wizjoner – święty Jan Bosko. Kiedy badamy życiorys świętego, szybko dostrzegamy, że jego droga do ołtarzy była prosta, choć pełna cichego cierpienia. Od najmłodszych lat wyróżniał się niezwykłą pobożnością, bystrym umysłem i głębokim spokojem. Po przyjęciu święceń kapłańskich w 1833 roku trafił do Turynu, gdzie związał się z Instytutem Teologicznym św. Franciszka z Asyżu. To właśnie tam objawił się jego niezwykły talent formacyjny. Józef uczył młodych księży, jak być blisko ludzi, odrzucając rygorystyczne, surowe podejście do grzeszników na rzecz bezgranicznego Bożego miłosierdzia. Jako wybitny spowiednik i duszpasterz spędzał w konfesjonale niezliczone godziny, stając się przewodnikiem duchowym dla wielu późniejszych świętych i założycieli zakonów – w tym dla samego Jana Bosko, którego wspierał materialnie i duchowo w tworzeniu dzieła salezjańskiego.
Jednak to, co najbardziej porusza w jego historii, to misja, która sprawiła, że dziś znamy go jako wyjątkowy patron więźniów. XIX-wieczny Turyn był miastem dynamicznego rozwoju przemysłu, ale też skrajnej nędzy, przestępczości i przepełnionych, brutalnych więzień. Józef Cafasso zaczął regularnie schodzić w te najciemniejsze ludzkie podziemia. Wchodził do lochów, gdzie więźniowie żyli w nieludzkich warunkach, brudzie i agresji. Swoją łagodnością, brakiem oceniania i autentyczną troską potrafił skruszyć nawet najbardziej zatwardziałe serca rzezimieszków i morderców. Przynosił im tytoń, jedzenie, pisał w ich imieniu listy do rodzin, ale przede wszystkim przywracał im ludzką godność.
Jego posługa osiągnęła szczyt heroizmu, gdy zaczął towarzyszyć skazanym na karę śmierci w ich ostatnich chwilach. W tamtych czasach egzekucje na szubienicach były publicznym widowiskiem. Józef Cafasso spędzał z condemned (skazanymi) ostatnią noc w celi, spowiadał ich, a rano wsiadał z nimi na wóz katowski. Trzymając przed ich oczami krzyż, odprowadzał ich na szafot, tuląc ich w momentach egzekucji. W Turynie zaczęto nazywać go czule „Księdzem Szubienic”. Towarzyszył w ten sposób ponad 60 skazańcom i – co zakrawa na cud – żaden z nich nie odmówił przyjęcia sakramentów przed śmiercią.
Niezwykle intensywne życie, pełne emocjonalnego i fizycznego wycieńczenia, przedwcześnie dobiegło końca. Józef zmarł 23 czerwca 1860 roku w wieku zaledwie 49 lat, zarażony prawdopodobnie jedną z chorób panujących w turyńskich więzieniach. Kiedy analizujemy ikonografię i patrzymy, jakie są atrybuty świętego, od razu rozumiemy jego misję – stuła i krucyfiks to narzędzia, którymi wyrywał dusze z rąk rozpaczy, dając więźniom wolność silniejszą niż żelazne kraty.

