Święty Damian z Molokai – Obrońca Odrzuconych
-
Wspomnienie: 10 maja
-
Patron: chorych na trąd, wyrzutków społecznych, chorych na AIDS, personelu medycznego zakaźnego, stanu Hawaje oraz diecezji Honolulu.
- Atrybuty: krzyż misyjny na piersi, różaniec, kapelusz z szerokim rondem, stuła, widoczne rany będące oznaką trądu.
- Kanonizacja: 11 października 2009 roku w Rzymie – ogłoszona przez papieża Benedykta XVI.
Życiorys świętego: Z belgijskiej wsi do hawajskiego piekła na ziemi
Józef De Veuster przyszedł na świat w 1840 roku we flandryjskiej wsi Tremelo. Jako silny i postawny chłopak miał początkowo przejąć rodzinne gospodarstwo. Szybko jednak poczuł inne powołanie i wzorem swojego starszego brata, wstąpił do Zgromadzenia Najświętszych Serc Jezusa i Maryi, przyjmując imię zakonne Damian. Kiedy jego brat poważnie zachorował i nie mógł wyruszyć na upragnioną misję na Hawaje, młody Damian bez wahania zgłosił się na jego miejsce. W 1864 roku dotarł do Honolulu, gdzie przyjął święcenia kapłańskie i rozpoczął swoją posługę wśród lokalnej ludności.
W tamtym czasie Hawaje mierzyły się z przerażającym problemem – epidemią trądu, choroby wówczas nieuleczalnej i budzącej paniczny lęk. Aby powstrzymać zarazę, król Hawajów wydał drastyczny dekret: wszyscy zarażeni mieli zostać bezwzględnie odizolowani. Miejscem zsyłki stał się trudno dostępny półwysep Kalaupapa, który oferowała ponura i surowa wyspa Molokai. Zesłańców po prostu zrzucano z okrętów do wody u jej brzegów, pozostawiając ich samym sobie. Na wyspie zapanowało bezprawie, rozpacz i śmierć. Brakowało jedzenia, leków, a przede wszystkim ludzkiej godności i nadziei. Biskup Honolulu, widząc ten dramat, szukał kapłanów gotowych do posługi w kolonii, ale wiedział, że jest to wyrok śmierci. Święty Damian z Molokai był pierwszym, który zgłosił się na ochotnika, oświadczając, że jest gotów zamknąć się z chorymi na zawsze.
Gdy w 1873 roku 33-letni ojciec Damian postawił stopę na wyspie, zastał obraz nędzy i rozkładu. Nie zraził się jednak. Jego poświęcenie dla chorych wykraczało daleko poza zwykłe obowiązki duchownego. Nie tylko udzielał sakramentów, ale zakasał rękawy do ciężkiej, fizycznej pracy. Własnoręcznie budował domy, aby chorzy nie musieli spać pod gołym niebem. Konstruował systemy doprowadzające świeżą wodę, zakładał sierocińce, a nawet szpital. Własnymi rękami budował trumny i kopał groby, by zapewnić zmarłym godny pochówek, którego wcześniej im odmawiano. Sam przemywał ropiejące rany, nie unikając dotyku – co w tamtych czasach wymagało niewyobrażalnej odwagi. Z czasem ten surowy skrawek lądu zmienił się z kolonii śmierci w funkcjonującą, wspierającą się społeczność.
Jego heroiczna praca sprawiła, że przylgnął do niego zaszczytny tytuł – apostoł trędowatych. Przez ponad 10 lat Damian unikał zakażenia, mimo ciągłego, bliskiego kontaktu z chorymi. Jednak pewnego dnia w 1884 roku, wkładając stopy do wrzącej wody, nie poczuł bólu. Był to nieomylny znak, że trąd zaatakował jego system nerwowy. Następnego dnia rozpoczął swoje niedzielne kazanie nie od słów "Moi bracia", lecz "My, trędowaci". Zamiast załamać ręce, pracował ze zdwojoną energią, wiedząc, że jego czas jest policzony. Odszedł w spokoju 15 kwietnia 1889 roku, całkowicie oszpecony przez chorobę, ale w otoczeniu ludzi, którym przywrócił człowieczeństwo. Jego postawa zainspirowała tysiące wolontariuszy na całym świecie, udowadniając, że miłość potrafi rozjaśnić nawet najczarniejsze mroki ludzkiego cierpienia.

