Święty Brat Albert – Miłosierny Opiekun Opuszczonych i Malarz Ludzkich Serc
-
Wspomnienie: 17 czerwca
-
Patron: Artystów, malarzy, osób bezdomnych, ubogich, albertynów i albertynek oraz dzieł miłosierdzia w Polsce.
- Atrybuty: bochenek chleba (często podawany potrzebującemu), prosty szary habit, drewniana proteza nogi, paleta malarska, słynny obraz „Ecce Homo”.
- Kanonizacja: 12 listopada 1989 roku w Rzymie – ogłoszona przez papieża Jana Pawła II.
Życiorys Brata Alberta: Od obiecującego artysty malarza do pokornego sługi najuboższych
Prawdziwa wielkość rodzi się często w ogniu najtrudniejszych doświadczeń, a życiorys Brata Alberta jest tego idealnym przykładem. Zanim świat poznał go jako ubogiego zakonnika, przyszedł na świat jako Adam Chmielowski – niezwykle utalentowany, wrażliwy chłopak z polskiej rodziny szlacheckiej. Urodził się w 1845 roku w Igołomi pod Krakowem. Od najmłodszych lat nosił w sobie ogromne pragnienie wolności Ojczyzny, co sprawiło, że jako zaledwie osiemnastoletni student szkoły rolniczej bez wahania porzucił naukę, by zaryzykować życie dla kraju. Był to tragiczny moment w historii Polski, ponieważ właśnie wtedy wybuchło powstanie styczniowe przeciwko rosyjskiemu zaborcy. Młody Adam walczył z niezwykłą odwagą, jednak los obszedł się z nim okrutnie. Podczas jednej z bitew pod Mełchowem wybuch granatu ranił jego nogę, którą amputowano w prymitywnych, polowych warunkach bez znieczulenia.
Ta bolesna fizyczna trauma nie złamała jego ducha, a wręcz przeciwnie – otworzyła przed nim zupełnie nowe drzwi. Adam odkrył w sobie genialny talent malarski. Studiował sztukę w Warszawie, Paryżu i Monachium, szybko stając się jednym z najbardziej cenionych i obiecujących polskich malarzy młodego pokolenia. Obracał się w towarzystwie artystycznej elity, przyjaźnił z Henrykiem Sienkiewiczem oraz Leonem Wyczółkowskim. Choć jego obrazy zachwycały, w sercu artysty narastał głęboki niepokój. Przełom nastąpił podczas pracy nad jego najsłynniejszym dziełem – obrazem „Ecce Homo”, przedstawiającym poranionego i wyszydzonego Chrystusa. Malując umęczone oblicze Zbawiciela, Adam zrozumiał, że wizerunek cierpiącego Boga kryje się w twarzach ludzi najbardziej odrzuconych przez społeczeństwo.
Pewnego zimowego wieczoru w Krakowie Chmielowski trafił do miejskiej ogrzewalni dla bezdomnych. To, co tam zobaczył – skrajna nędza, brud, odhumanizowanie i kompletne zapomnienie – wstrząsnęło nim do głębi. Zrozumiał, że nie może dłużej żyć w luksusowych salonach, malując piękne obrazy, gdy obok niego ludzie umierają z głodu i zimna. Postanowił oddać im wszystko. W 1887 roku przywdział prosty, szary habit i przyjął imię Albert. Odtąd, jako Święty Brat Albert, zamieszkał razem z bezdomnymi w krakowskich przytuliskach, stając się jednym z nich. Jego życiowym mottem stały się słynne słowa, że należy „być dobrym jak chleb, który dla każdego leży na stole, z którego każdy może odkroić dla siebie kęs i nakarmić się, jeśli jest głodny”.
Jego codzienna, heroiczna pomoc ubogim i bezdomnym nie ograniczała się jednak do dawania jałmużny. Brat Albert stworzył nowoczesny i pełen godności system opieki. Zakładał przytuliska, w których potrzebujący otrzymywali nie tylko dach nad głową i ciepły posiłek, ale przede wszystkim szacunek oraz szansę na wyjście z bezdomności poprzez pracę. Widząc, jak wielkie są potrzeby, szybko zorientował się, że sam nie podoła temu wyzwaniu. Z tego powodu stał się założycielem dwóch zgromadzeń zakonnych – Braci Albertynów oraz Sióstr Albertynek. Jako założyciel zakonu albertynów, oparł regułę nowego zgromadzenia na skrajnym ubóstwie i całkowitym oddaniu bliźniemu na wzór św. Franciszka z Asyżu.
Brat Albert spalił się dla innych niczym świeca. Wyniszczony ciężką pracą, surowym trybem życia oraz chorobą nowotworową, zmarł w opinii świętości w Boże Narodzenie, 25 grudnia 1916 roku w Krakowie. Do samego końca powtarzał swoim braciom i siostrom, że największym skarbem ich zgromadzenia są sami ubodzy. Choć odszedł fizycznie, jego duchowe dziedzictwo przetrwało i do dziś inspiruje miliony ludzi na całym świecie do niesienia bezinteresownej miłości.

